Dycki starka gadali… po naszymu

To już 32 lata od czasu, gdy opublikowano po naszymu pierwszą z moich gawęd na łamach prasy.

Dzisiaj chciałabym wrócić do tej debiutanckiej publikacji, która ukazała się w druku 28.05.1986. Debiut ten jest tym większy, iż była to również pierwsza publikacja ślonskiej godki w naszym  regionie.

Recenzentem gawędy z cyklu „Dycki starka godali” był dr Dionizjusz Czubała, który napisał Karty jej utworów zapełniają postacie i stwory bajkowe, legendarne czy też na pół historyczne, o których pamieć zachowała się tylko w świadomości najstarszych mieszkańców naszego regionu, a które kiedyś żywo oddziaływały na wyobraźnie. Elżbieta Grymel w swojej twórczości próbuje przywołać do życia ten przeszły czas ludowej fantazji i legendy”.

Fragment gawędy po naszymu

„-Niy skocz mi do godki, bo niy byda godoł – wkurził sie Wicynt. No, to było tak: Grabi na torgu niy było, chocio żech łobeszoł cołki rynek. Chcioł żech sie już brać ku chałpie, kiej mi sie zachciało srać, a tu żodnego krzoczka, ani chocioż żyta, yno ludziska a chałpy elegancki na łokoło. Co tu poczońć, mie tam już mało po nogach niy leciało! Jak człowieka w zadku ściśnie, to hnet na jaki pomyślunek przidzie! Przipomniało mi sie, że mom we kapsie tytka łod śniodanio. Skoczyłech do nojbliższej siyni a za chwila żech wylozł ze pełnom torbkom. To już diosi chyba chcieli, żeby to była siyń łod tego masorza, co żech mu dycki za modu śpiywoł:

„W Rybniku na rynku
wele szlapiczkorza,
Jechoł chop na świni,
wołoł dejcie noża…””

Jest to jedna z kilku opowieści dziejących się rzekomo w Rybniku. W roku 1986 została ona wydrukowana w „Nowinach”. Śpieszę wyjaśnić, że nie były to czasy dobre dla naszej śląskiej kultury. W tamtym czasie teksty w gwarze śląskiej drukowało tylko pisemko branżowe „Górnik” (teksty Hanika). Redaktor Naczelny Nowin, najpierw zdecydowanie odmówił mojej propozycji, potem jednak uległ mojej namowie, choć obawiał się, że poniesie za to konsekwencje. Był to pierwszy tekst w „Nowinach” napisany po śląsku. Został on dwukrotnie zapowiedziany i w związku z tym dowiedziało się o nim wiele osób. W dniu wydania  przed kioskiem w Żorach na rynku ustawiła się kolejka, a sam artykuł był szeroko komentowano (osobiście to sprawdziłam!). Niesamowita satysfakcja dla osoby piszącej! Nie zepsuł tego fakt, że autorkę uznano za „chopa” , ponieważ „baby tak niy piszom”!.

Niebawem ukaże się cała gawęda „We Rybniku na torgu bijom”

Zapraszam do przeczytania  moich opowieści napisanych po śląsku.

 

 

 

 

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij!!!

ten post swoim znajomym!