Straszne skutki szkubnika
Kiedyś uważano, że dziewczyna wychodząca za mąż powinna dostać na wiano co najmniej dwie pierzyny. I tego należało się trzymać, bo inaczej to teściowa mogłaby powiedzieć, że synowa z gołą … przyszła ! A poza tym kobieta bez posagu w mężowskiej rodzinie poważania by nie miała. Tylko ja sprzeciwiłam się rodzinnej tradycji i poprosiłam o przygotowanie kołder!
W domu trochę pomarudzili,
że wymyślam „ niestworzone rzeczy”, bo nikt z naszych znajomych wtenczas kołder jeszcze nie używał, ale w końcu przystali na moją propozycję.
Stanęło jednak na moim, i do dziś oboje z mężem śpimy pod przygotowanymi wtedy kołdrami.
Zanim pierze do kołder zostało przygotowane, najpierw było kilkunastodniowe zamieszanie spowodowane jego darciem. Potem moja rodzina urządziła solidny szkubnik! Przy dobrym jedzeniu i wcale niezgorszych trunkach. Kobiety–szkubaczki trochę się zasiedziały i do domów zaczęły się rozchodzić dopiero tuż przed północą. Ostatnia wychodziła ciotka Kulino. Mieszkała na drugim końcu miasta. Po drodze musiała przejść obok cmentarza, dlatego moi rodzice zaproponowali, że ją przenocują, lecz ona uparła się i ruszyła w drogę.
Mój ojciec odprowadził ciotkę
aż do głównej drogi i zaraz po powrocie zaczął przygotowywać się do spania. Wtedy nagle ktoś zaczął łomotać do drzwi! Moja mama razem z ojcem pobiegli otworzyć! Do izby wpadła ciotka Kulino, cała utytłana w błocie! Opadła na najbliższy stołek i …rozpłakała się:
-Ludziska, on szedł prosto na mnie!
-Kto to był, ciotko? – dopytywał się ojciec.
Wtedy ciotka Kulino opowiedziała nam o tym, co widziała koło cmentarza: Biała, wielgachna postać wolno zbliżała się w jej kierunku i głośno narzekała: Gdzie są moje konie, gdzie jest mój wóz, kto mi pomoże? Kobietko, gdzie ja jestem? .
Ciotce na chwilę dech zaparło, ale za moment rzuciła się do ucieczki! A że ciemno było, to gdzieś po drodze wpadła do rowu i oba kolana do krwi zdarła!
-Ja chyba wiem kto was, ciotko, postraszył!- odpowiedział spokojnie mój tato.
Istotnie, prawie dwumetrowy ujek Alojz, owinięty białą płachtą na siano, siedział pod cmentarną furtką i dzwonił zębami jak we febrze, a jego zaprzęg stał sto metrów dalej, na Borkowej miedzy.
Ciotka Kulino bardzo się cieszyła, że dzięki jej ofiarności udało się uratować człowieka od niechybnej śmierci i wszystkim o tym opowiadała, ale nigdy jednak ani słowem nikomu nie wspominała, ile przy tym strachu i bólu przeżyła i jak długo jeszcze potłuczone kolana musiała smarować gęsim smalcem.
Grymlino
Jeśli podoba Ci sie gawęda „Straszne skutki szkubnika” – przeczytaj inne z działu po naszymu. Może zaciekawi Cię historia o utopkach.
