Lochy i chodniki żorskie w opowieściach mieszkańców

 Mojemu miastu  z okazji Urodzin

 

Jeszcze w latach 60 ubiegłego wieku starzy ludzie opowiadali, że pod miastem znajdują się lochy i chodniki.

Byli podobno tacy śmiałkowie, którzy tam byli, ale daleko nie uszli, bo pełno tam pułapek: rzeczek, rowów i dziur, a samo sklepienie w wielu miejscach było zawalone. Jeszcze na początku lat 80 wspominał o tym mieszkaniec Kościółka, który powoływał się na opowieści swego dziadka i wujka.

Kiedy zaczęto budować w mieście domy z cegły,

można było przechodzić z jednej piwnicy do drugiej i obejść w ten sposób niemal cały rynek. Według znanych mi opowieści z piwnic tych w dwóch punktach wchodziło się do podziemnych lochów i ganków, które miały się ciągnąć od podziemi starego kościoła (przy obecnej ul. Ks. Klimka), pod rynkiem do piwnic nie istniejącego już  ratusza stojącego niegdyś na środku rynku i dalej kierować się na południe. Jedno wyjście znajdowało się podobno w okolicy dzisiejszego cmentarza ewangelickiego, w starej zrujnowanej kaplicy, poświęconej św. Barbarze. Inne odgałęzienie tego chodnika prowadziło, aż do zamku w Baranowicach. Jeszcze inny ganek miał biec w kierunku Rybnika od podziemi kościoła farnego aż do stawu „Kościelniok”. Dodatkowe wyjście z lochów miało też znajdować się przy drodze do Osin, koło nieistniejącego już dziś stawu „Głęboki Dół”. Niektórzy opowiadający wskazywali na kamienną piwnicę domu nadzorcy dworskich stawów. Budynek ten istniał jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku.

Po raz pierwszy żorzanie wykorzystali swoje podziemia w czasie wojen husyckich.

To właśnie nimi miał wyjść posłaniec zdążający po pomoc do raciborskiego księcia. Tak pisze Karol Miarka starszy w swojej książce „Husyci na Górnym Śląsku”.

Za o wiele większą sensację może uchodzić podziemny ganek  rzekomo łączący zamek baranowicki z cmentarzem, a nawet kościołem ewangelickim. Chodnik ten miał być tak szeroki, że mogły się w nim wyminąć dwie bryczki. Opowiadano też, że pod zamkiem w Baranowicach miały się znajdować trzy kondygnacje piwnic, które służyły jako skład wina, żywności i jako lodownia, ale wejść mogły tam tylko wyłącznie osoby zaufane. Istniał też podobno ganek, który prowadził ze starej części zamku do śródleśnych bagien. Według jednej z opowieści piwnice pod starą częścią budynku zasypano w XIX w. w trakcie przebudowy. Jeszcze przed II wojną św. W pobliżu pałacyku  znajdowała się lodownia z dwoma poziomami piwnic. Obecnie nie ma po niej śladu.

Szanowny Czytelniku, sam osądź, ile jest w tym wszystkim fikcji a ile historycznej prawdy!

Jeśli podobało Ci się opowiadanie  “Lochy i chodniki żorskie” to zapraszam do czytania innych z cyklu opowiadania

Koniecznie zajrzycie na mój profil na Facebook.

Elżbieta Grymel – Grymlino

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij!!!

ten post swoim znajomym!