Janko ptak
legenda słowacka.
Po górskich wioskach tułał się chłopak garbaty i szpetny jak straszydło. Nie mówił, tylko kwilił jak spłoszony ptaszek, kiedy o coś prosił, dlatego ludzie nazywali go Janko Ptak. Zapewne był sierotą . Nikt też nie wiedział skąd pochodził. Ludzie dawali mu czasem kawałek chleba albo coś do roboty, ale częściej wyśmiewali się z niego. Taki to już jest los odmieńców!
Pewnego razu Janko zawędrował do klasztoru położonego na wysokiej górze. Zakonnicy nakarmili go i pozwolili zanocować we spichrzu. Widząc na biało ubranych braci Janko myślał, ze trafił do nieba. Z opowieści babki, u której spędził najmłodsze lata, pamiętał tylko tyle, ze gdzieś w górze jest niebo w którym mieszka dobry Pan Bóg., dlatego zaczął go szukać. W komorze na tyłach spichrza wśród rupieci znalazł zniszczony krzyż. Jezusowi brakowało jednego ramienia. Janko oczyścił go i umieścił na ścianie, potem wysprzątał całe pomieszczenie. Odtąd Jezus ukrzyżowany stał się jego jedynym towarzyszem, bo zakonnicy, uważali kalekiego chłopca za pomyleńca i niewiele się nim przejmowali.
Pewnego razu jeden z braci przechodząc przez podwórze, usłyszał w komorze obcy, męski głos. Zaniepokojony zajrzał d do środka, bo wiedział, ze nie mógł to być Janko. Chłopak stał pod ścianą i kromką chleba trzymaną w ręce karmił Ukrzyżowanego. Jezus oderwał od drzewa krzyża swoje jedyne ramie i gładził Janka po włosach obiecując, że już wkrótce zabierze go do nieba. Braciszek wycofał się na palcach i pobiegł do ojca przeora. Kiedy przybyli ponownie w komorze panowała nieziemska jasność. Jezus cofnął swoje ramię a ciało Janka osunęło się na ziemię. Nie żył.
Kiedy przygotowano ciało biedaka do pochówku, jeden z zakonników odkrył na jego nodze powyżej kostki dziwną bliznę przypominająca książęcą koronę, wtedy przypomniał sobie, że przed laty jeden z węgierskich książąt poszukiwał w górach swego zaginionego synka.
Kiedy spuszczano ciało Janka do krypty, wzruszony przeor powiedział:
– To był prawdziwie święty człowiek i nam trzeba uczyć się od niego pokory!
E. M. Grymel