O Utopku z Ławczoka –

to opowieść, która ukazała się na łamach: „Kronik Rybnickich” w roku 1983. Akcja tej opowieści toczy się w Boryni (obecnie dzielnicy Jastrzębia Zdroju). Głównym bohaterem jest obibok Kuba. Chcecie wiedzieć co się wydarzyło i w jaki sposób młody muzykant spotkał Utopka z Ławczoka, to serdecznie zapraszam do przeczytania tej ciekawej historii.

O Utopku z Ławczoka

U zbiegu wsi Skrzeczkowice i Rogoźna leży duży staw w nazwie „Ławczok”. Skąd się wzięła ta nazwa – niewiadomo. Szeroko kiedyś rozprawiano o złej sławie tego uroczyska, położonego wśród podmokłych łąk i gęstych lasów, otoczonego wieńcem olch, zarosłego trzciną i tata-rakiem. Nie ujmuje nic z uroku tego zakątka przebiegającego w pobliżu szeroka szosa prowadząca do Boryni. Osoby przejezdne dziwi często, że wśród drzew rosnących na podmokłym terenie, można spotkać uschnięty zupełnie dąb. Jest to tym dziwniejsze, że drzewo rośnie, a właściwie nie rośnie lecz tylko trwa blisko wody.

O tym dębie i o panu tego stawu – Utopku, krąży wśród ludu następująca legenda. Kiedy się to działo?- Dokładnie niewiadomo. Najstarsi ludzie opowiadają, że bardzo dawno. Było to mniej więcej wtedy, kiedy ten diabelski wynalazek wódka, zaczął się rozprzestrzeniać po świecie, a wraz z nim zaczęła rosnąć liczba karczem po wsiach.

W księżycową, jasna noc wracała z Rogoźnej do Osin niewielka grupka muzykantów. Grali na weselu największego w Rogoźnej gospodarza, to i podjedli i popili i nieśli sporo grosza, bo chłop zapłacił im sowicie. Szedł z nimi i Kuba, młody obibok, który czasem dorabiał sobie graniem, ale wtedy oprócz zarobionych pieniędzy, niósł pod kapotą ukradzionego w gospodzie koguta. Wszyscy mieli powód do radości, bo zarobili trochę pieniędzy, a Kuba miał nadzieje, że nazajutrz sprzeda na targu koguta, toteż szło im się wesoło i drogo ubywało.

Doszli już prawie do Ławczoka, kiedy zorientowali się, że zabłądzili. Nikt nie wiedział, gdzie się znajdują, szli przecież tą drogą wiele już razy, ale nigdy nie widzieli tam żadnego zamku, iskrzącego się od świateł zapalonych w oknach. Naprzeciw nich wyszedł pan odziany w purpurę i poprosił by zagrali u niego w zamku. Zgodzili się chętnie, gdyż zebrało się sporo gości, a pan obiecał dobrze zapłacić. Wprowadził ich do wielkiej sali i usadowił w miękkich fotelach.

Muzykanci dziwili się niezmiernie panującemu tutaj przepychowi. Sypnęły się złote talary, huknęła wesoła muzyka. Zagrali parę tańców i znowu pan płacił. Ciążą już kieszenie, mdleją ręce, ale grają dalej, chcą być bogaci – będą bogaci! Najbardziej zależy na tym Kubie – dmucha ile wlezie w swój klarnet. Zapomniał o trzymanym pod kapotą kogucie. Jeden ruch i przyduszony kogut zapiał na cały głos. Nim skamieniały ze strachu Kuba zdążył wymyślić jakieś wyjaśnienie, sala zagrzmiała jakimś strasznym rykiem i ….. zaczęła się pogrążać w falach stawu, które nagle zabłysły w świetle księżyca.

Widząc co się dzieje, muzykanci zaintonowali pieśń „ Kto się w opiekę”. Po chwili widziadła zniknęły, wszystko się uspokoiło, muzykanci ocknęli się na dębie, a w kieszeniach zamiast talarów mieli dębowe liście i żaby razem z kamieniami. Zwłaszcza żab było zastraszająco dużo, wyłaziły nawet z instrumentów, nie pomogło odrzucanie ich ze wstrętem. Zrozumieli, że była to zemsta Utopka za przerwaną zabawę, dlatego tym bardziej żaden z nich nie odważył się zejść z drzewa. Przesiedzieli na dębie do rana, śpiewając pobożne kantyczki.

Tak się skończyła przygoda muzykantów. Nikomu już potem spośród żyjących, Utopek z Ławczoka nie pokazał swego oblicza, ale ofiary zbierał nadal wśród kąpiących, a także wśród tych, którzy zbłądzili nad Ławczok nocą. Powiadają starzy ludzie, że jeszcze w czasach ich młodości, można było spotkać Utopka w samo południe siedzącego na starym dębie. Najwięksi nawet śmiałkowi spoglądali na niego z daleka widząc, że ten mały czerwony „ panek” lubi się mścić. Jeśli nie utopi, to porozrzuca siano, mleko krowom pasącym się w pobliżu odbierze, chorobę naśle albo łąkę zaleje.

Jednego roku dal się okolicznym wieśniakom szczególnie we znaki. Myśleli już chłopi, żeby staw wyświęcić, drudzy radzili żeby wodę święcona wlać do stawu, inni, żeby Utopka siecią wyłowić, ale nie musieli tego uczynić. Przyszła na niego kara. W samo południe strzelił grom z jasnego nieba w dąb, na którym Utopek zazwyczaj odpoczywał. Od tego czasu zaginał słuch po Utopku, a dąb stoi suchy i nagi niemal nad samym lustrem wody.

Napiszcie proszę w komentarzach czy w Waszej okolicy można się spotkać z podobnymi legendami, przypowieściami o utopku? Koniecznie opiszcie jakie historię was interesują?

Zapraszam do dalszego czytania Legend śląskich. 

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij!!!

ten post swoim znajomym!